sobota, 16 lutego 2013

Lebewohl

Mój pierwszy femslash i mój pierwszy fanfik do Hellsinga. Wiecie, jak się denerwuję? :C Na dodatek coś okropnego stało się z układem strony, przez co tekst wygląda, jak wygląda.
Konstruktywna krytyka widziana bardzo mile, jak zawsze zresztą
Miłego czytania!

***



 Gib mir deine Hand, deine weisse Hand,
leb wohl, mein Schatz, lebe wohl, mein Schatz, leb wohl.
Lebe wohl, denn wir fahren, denn wir fahren,
denn wir fahren gegen Engeland, Engeland!
-          - Zamknij się.
Rip van Winkle poczuła na udzie dłoń swojej ukochanej, przypominającą bardziej łapsko olbrzymiego faceta niż delikatną, białą rączkę.
- Nie lubisz słuchać mojego głosu? – zasępiła się Rip.
- Lubię – warknęła ochryple Zorin Blitz. – Ale kiedy leżysz pode mną, błagając mnie o litość. Nie kiedy chcę spać.
- Chciałam się z tobą pożegnać, moja ukochana. – Rip odtrąciła jej rękę, nonszalancko rozsiadła się na ściance trumny, opierając o nią nogi. – Nie złość się na mnie.
- Już się pożegnałaś – wywarczała Zorin. – Teraz idź do siebie.
- Ale ja chcę z tobą.
- Ale się nie zmieścisz. No już, raus.
- Zmieszczę się – naburmuszyła się Rip. – Zawsze się mieszczę. Ej, Zorin! A może ty już mnie nie kochasz?
Obróciła się, nachyliła nad jej twarzą, ukazując wszystkie zębiska w szerokim, strasznym uśmiechu sugerującym, że jej luba skończyłaby bardzo, bardzo źle, gdyby przestała ją kochać.
Zorin westchnęła ze zniecierpliwieniem. Złapała ją w pasie i pociągnęła ku sobie. Rip zamruczała, wtuliła twarz w jej piersi. Były strasznie twarde. Zorin Blitz nie miała miękkich miejsc.
- Żegnaj, mein Schatz – zamruczała Rip. – Żegnaj, Rin.
- Jak mnie nazwałaś? – Zorin paskudnie wykrzywiła swoją i tak pokraczną twarz.
- Rin – uśmiechnęła się wtulona w nią dziewczyna. – Rin, żeby pasowało do Rip. To urocze, prawda?
- Nie – mruknęła Zorin, przeczesując palcami jej długie, bardzo długie włosy. – To głupie.
- Nieprawda.
- Prawda! – stwierdziła twardo, unosząc się nieznacznie i wyciągając spod swojego wielkiego ciała prześcieradło, którym zaraz okryła nagie plecy Rip.
Zrobiła to na wypadek, gdyby Schrodinger rano wlazł do ich pokoju. Schrodinger nie powinien widzieć za dużo ani mieć w życiu za dobrze.
* * *
  - Żegnaj, poruczniku – powiedziała Zorin, uśmiechając się szeroko i przygryzając filtr papierosa.
Nie czuła żalu ani współczucia. Zresztą nie czuła ich od tak dawna, że nawet gdyby teraz zaczęła żałować albo współczuć, pewnie nawet by się nie zorientowała.
Po namyśle stwierdziła, że jest wręcz zadowolona, obserwując na telebimie, jak  jej Schatzchen jest rozrywana na strzępy.  To była dobra śmierć dla Rip van Winkle, dla jej Rip van. Czuła jedynie ukłucie zazdrości, irytujące jak ugryzienie pluskwy, i dopiero po chwili zdała sobie sprawę, czemu.
Twarz Rip mordowanej przez Alucarda miała ten sam wyraz bezgranicznego przerażenia, co twarz Rip branej przez nią.

6 komentarzy:

  1. Dawno nie czytałam Twoich opowiadań i myślałam, że wpadnie tu coś dłuższego a tu proszę... Czuje niedosyt. Jednak nie zmienia to faktu, że mi się bardzo podobało. ^^"

    OdpowiedzUsuń
  2. LOL przecież Rip van Winkle to facet. W dodatku użycie samego Rip van jest bez sensu bo van to część nazwiska nie imienia. Oj, autorko, autorko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://www.youtube.com/watch?v=EUvK8p1J8S0
      Tak, Rip bez wątpienia jest facetem. Ten głęboki, dudniący bas, prawda?

      Chyba że to bullszitus klasy pomylenia Konan z Conanem Barbarzyńcą, w twoim przypadku nic mnie już nie zdziwi.

      Usuń
    2. Kopiujesz bezmyślnie to, co bezmyślnie skopiowali Japończycy. Masz tu: http://en.wikipedia.org/wiki/Rip_Van_Winkle i czytaj, a nie kasujesz niewygodne posty. xD

      Usuń
    3. Skąd w ogóle stwierdzenie, że Japończycy skopiowali to "bezmyślnie"? Skąd przypuszczenie, że nie wiedziałam, skąd wzięło się imię Rip?
      I w ogóle skąd pomysł, że pisanie fanfików to "bezmyślne kopiowanie"?

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń