Konstruktywna krytyka widziana bardzo mile, jak zawsze zresztą
Miłego czytania!
***
Gib mir deine Hand, deine weisse Hand,
leb wohl, mein Schatz, lebe wohl, mein Schatz, leb wohl.
Lebe wohl, denn wir fahren, denn wir fahren,
denn wir fahren gegen Engeland, Engeland!
leb wohl, mein Schatz, lebe wohl, mein Schatz, leb wohl.
Lebe wohl, denn wir fahren, denn wir fahren,
denn wir fahren gegen Engeland, Engeland!
- - Zamknij się.
Rip van Winkle poczuła na udzie
dłoń swojej ukochanej, przypominającą bardziej łapsko olbrzymiego faceta niż
delikatną, białą rączkę.
- Nie lubisz słuchać mojego
głosu? – zasępiła się Rip.
- Lubię – warknęła ochryple Zorin
Blitz. – Ale kiedy leżysz pode mną, błagając mnie o litość. Nie kiedy chcę
spać.
- Chciałam się z tobą pożegnać,
moja ukochana. – Rip odtrąciła jej rękę, nonszalancko rozsiadła się na ściance
trumny, opierając o nią nogi. – Nie złość się na mnie.
- Już się pożegnałaś – wywarczała
Zorin. – Teraz idź do siebie.
- Ale ja chcę z tobą.
- Ale się nie zmieścisz. No już, raus.
- Zmieszczę się – naburmuszyła
się Rip. – Zawsze się mieszczę. Ej, Zorin! A może ty już mnie nie kochasz?
Obróciła się, nachyliła nad jej
twarzą, ukazując wszystkie zębiska w szerokim, strasznym uśmiechu sugerującym,
że jej luba skończyłaby bardzo, bardzo źle, gdyby przestała ją kochać.
Zorin westchnęła ze
zniecierpliwieniem. Złapała ją w pasie i pociągnęła ku sobie. Rip zamruczała,
wtuliła twarz w jej piersi. Były strasznie twarde. Zorin Blitz nie miała
miękkich miejsc.
- Żegnaj, mein Schatz – zamruczała Rip. – Żegnaj, Rin.
- Jak mnie nazwałaś? – Zorin paskudnie
wykrzywiła swoją i tak pokraczną twarz.
- Rin – uśmiechnęła się wtulona w
nią dziewczyna. – Rin, żeby pasowało do Rip. To urocze, prawda?
- Nie – mruknęła Zorin, przeczesując
palcami jej długie, bardzo długie włosy. – To głupie.
- Nieprawda.
- Prawda! – stwierdziła twardo, unosząc się nieznacznie i
wyciągając spod swojego wielkiego ciała prześcieradło, którym zaraz okryła
nagie plecy Rip.
Zrobiła to na wypadek, gdyby Schrodinger rano wlazł do ich
pokoju. Schrodinger nie powinien widzieć za dużo ani mieć w życiu za dobrze.
* * *
-
Żegnaj, poruczniku – powiedziała Zorin, uśmiechając się szeroko i przygryzając
filtr papierosa.
Nie czuła żalu ani współczucia. Zresztą nie czuła ich od tak
dawna, że nawet gdyby teraz zaczęła żałować albo współczuć, pewnie nawet by się
nie zorientowała.
Po namyśle stwierdziła, że jest wręcz zadowolona, obserwując
na telebimie, jak jej Schatzchen jest rozrywana na
strzępy. To była dobra śmierć dla Rip van
Winkle, dla jej Rip van. Czuła jedynie ukłucie zazdrości, irytujące jak
ugryzienie pluskwy, i dopiero po chwili zdała sobie sprawę, czemu.
Twarz Rip mordowanej przez Alucarda miała ten sam wyraz
bezgranicznego przerażenia, co twarz Rip branej przez nią.
Dawno nie czytałam Twoich opowiadań i myślałam, że wpadnie tu coś dłuższego a tu proszę... Czuje niedosyt. Jednak nie zmienia to faktu, że mi się bardzo podobało. ^^"
OdpowiedzUsuńLOL przecież Rip van Winkle to facet. W dodatku użycie samego Rip van jest bez sensu bo van to część nazwiska nie imienia. Oj, autorko, autorko.
OdpowiedzUsuńhttp://www.youtube.com/watch?v=EUvK8p1J8S0
UsuńTak, Rip bez wątpienia jest facetem. Ten głęboki, dudniący bas, prawda?
Chyba że to bullszitus klasy pomylenia Konan z Conanem Barbarzyńcą, w twoim przypadku nic mnie już nie zdziwi.
Kopiujesz bezmyślnie to, co bezmyślnie skopiowali Japończycy. Masz tu: http://en.wikipedia.org/wiki/Rip_Van_Winkle i czytaj, a nie kasujesz niewygodne posty. xD
UsuńSkąd w ogóle stwierdzenie, że Japończycy skopiowali to "bezmyślnie"? Skąd przypuszczenie, że nie wiedziałam, skąd wzięło się imię Rip?
UsuńI w ogóle skąd pomysł, że pisanie fanfików to "bezmyślne kopiowanie"?
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuń