czwartek, 12 lipca 2012

Brud - 1/2


1.
Łóżko było brudne, twarde i na pewno potwornie skrzypiało. Mimo to Konan cieszyła się, że je widzi.
Usiadła na brzegu,  zabrała się za rozwiązywanie wojskowych buciorów. Nienawidziła kłaść się spać brudna, ale branie prysznica w takim miejscu nie mogło skończyć się dobrze.
Mimo wszystko Konan czuła się szczęśliwa. Mogła się najeść i było jej ciepło.
Kiedy zdjęła już buciory, spojrzała na siedzącego obok Nagato. Uśmiechnęła się ze zmęczeniem, objęła go i pociągnęła na łóżko.
- Spać mi się chce – mruknęła.
- Mnie też – szepnął, ostrożnie przesuwając chudą dłonią po jej karku.
- Chodźmy spać. Jutro rano wyjedziemy, zanim się zorientują.
Ułożyła się wzdłuż łóżka, poklepała miejsce obok siebie. Nagato wtulił się w jej plecy, złapał ją za rękę.
- Jak chcesz wyjechać? – mruknął cicho. – Nie mamy jak.
Dziewczyna uśmiechnęła się szerzej, bawiąc się jego długimi, kościstymi palcami.
- Nawet nie wiesz, jak łatwo jest u…
Zamilkła. Po przedpokoju ktoś chodził, a ona miała niemiłe wrażenie, że wie, kto to jest. A w każdym razie – po co łazi.
Kiedy nocowali w hostelach i przydrożnych knajpach, różni ludzie często próbowali po nich przyjść. Cele mieli najróżniejsze – od kradzieży, przez chęć sadystycznego znęcania się nad dwójką dzieciaków, aż po czynności tak obrzydliwe, że Konan wolała o nich nawet nie myśleć.
Tylko raz im się to udało. I jej, i Nagato robili rzeczy, które dziewczyna starała się wyprzeć ze swojej świadomości i niemal dała radę.
Zerknęła panicznie w stronę drzwi i natychmiast nabrała przemożnej chęci zabicia się za własną głupotę.
Nie zamknęła ich. Haczyk wisiał smętnie pod klamką, chociaż dziewczyna wątpiła, żeby dał im cokolwiek poza krótką chwilą na ucieczkę.
Skrzypnęły drzwi po drugiej stronie korytarza. Konan szarpnęła koc, zarzuciła go na głowy sobie i Nagato.
Czuła, że chłopak się trzęsie. Chciała jakoś dodać mu otuchy, wesprzeć go, ale wiedziała, że to zbyt ryzykowne. Ściskała więc tylko jego rękę, tak mocno, że krew mu odpłynęła.
W głębi serca wiedziała, że to nic nie da. Miała nadzieję, że do nich nie przyjdą, że zadowolą się kimś innym. Miała nadzieję, że tylko ich okradną…
Kroki znów rozległy się w korytarzu.
Miała nadzieję, że w ostateczności skrzywdzą tylko ją…
Ktoś szarpnął za klamkę. Konan poczuła przyspieszony oddech Nagato na swoim karku. Wszystko działo się powoli, koszmarnie powoli.
Ten, kto stał pod drzwiami chyba się zdziwił, że są otwarte. Po omacku wszedł do pokoju, stanął obok łóżka. Wysunął szuflady z szafki nocne i wysypał ich zawartość na podłogę. Przyświecił sobie halogenem.
Konan poczuła nagły przypływ adrenaliny. Na szafce zostawiła colta, gdyby teraz go wzięła…
Ale nie była pewna, czy go wieczorem naładowała…
Chociaż ten, kto wszedł, nie musiał o tym wiedzieć.
Puściła rękę Nagato, zerwała się, złapała rewolwer i wycelowała we włamywacza.
- Wypierdalaj! – wrzasnęła. – Wypierdalaj stąd, ty gnoju, bo strzelam!
Włamywacz poderwał głowę i cofnął się pod ścianę, jakby zbyt się zdziwił, by uciekać.
- Wypierdalaj! – ryknęła dziewczyna, modląc się, by on jednak wyszedł.
Wolała nie sprawdzać, czy faktycznie naładowała rewolwer. Zmrużyła oczy, halogen ją raził.
A potem to niesamowite spowolnienie przyspieszyło nagle. Rozległy się kroki na korytarzu, błysnęło czerwone światełko laserowego celownika. Konan wrzasnęła, wypuściła colta i złapała się za przedramię.
Włamywacz zaśmiał się, złapał ją za włosy i ściągnął z łóżka.
- Trzeba było się nie ruszać – stwierdził.
Gdyby był sam, dziewczyna bez trudu by sobie z nim poradziła – miała znacznie więcej siły, niż spodziewali się po niej mężczyźni – ale nie zamierzała ryzykować, że ten drugi ją zastrzeli.
Albo że skrzywdzi Nagato.
- Dobra – warknęła Konan. – Bierz wszystko, tylko nie strzelaj. Tylko, kurwa, nie strzelaj do niego.
Wskazała głową na skulonego, przyciśniętego plecami do ściany chłopaka.
Drugi mężczyzna wszedł do pokoju. Był wyższy i tęższy od włamywacza i dziewczyna nie była pewna, czy poradziłaby sobie z nim nawet w sytuacji, gdyby on nie miał pistoletu, a ona dziury w ręce.
- Skoro tak twierdzisz – powiedział.
Głos miał bardzo, bardzo zły i zimny.
Klęknął na brzegu łóżka, nachylił się nad Nagato. Chłopak jęknął cicho i jeszcze bardziej przykleił się plecami do ściany.
- Nie dotykaj go! – wrzasnęła dziewczyna. – Nie dotykaj go, ty…
Mężczyzna podniósł spluwę i przyłożył ją chłopakowi do podgardla. Konan zamilkła natychmiast.
- Powiedziałaś, żebym brał wszystko. – Kafar uśmiechnął się obleśnie, nachylając się nad Nagato jeszcze bardziej i przesuwając tłustymi paluchami po jego zapadniętym policzku
Włamywacz szarpnął ją za włosy, odchylił jej głowę do tyłu.
- Ciesz się, że nie chciał twojej dupy – stwierdził. – Gdyby to ode mnie zależało…
- Bierz ją sobie – zniecierpliwił się jego towarzysz.
Sam mocno złapał Nagato za szyję, pchnął go na łóżko i zaczął wpychać brudne łapy pod jego koszulę. Chłopak jęknął wysoko, ale nawet nie próbował się opierać.
Konan poczuła kolejny skok adrenaliny. Facet odłożył pistolet! Gdyby tylko udało się jej wyrwać włamywaczowi, który właśnie zaczął ją obmacywać, i złapać tę cholerną spluwę…
Szarpnęła się mocno. Udało się jej wyrwać, chociaż straciła garść włosów. Ledwie jednak przypadła do łóżka, włamywacz złapał ją za rękę, zaciskając łapę dokładnie na postrzale. Dziewczyna zawyła z bólu, ale mimo to schwyciła pistolet, słabo, niezręcznie.
Kafar krzyknął krótko i odwrócił się w jej stronę, ale był za wolny. Konan podniosła spluwę, wcisnęła mu lufę w mięsisty policzek i nacisnęła spust.
A kiedy zorientowała się, że facet postrzelił ją ostatnim nabojem, pieprznęła go kolbą w łeb.
Włamywacz złapał ją za włosy, odciągnął i pchnął na ścianę. Dziewczyna wrzasnęła z wściekłości, wierzgnęła, chcąc kopnąć go w krocze, ale trafiła w udo.
Kafar puścił leżącego na łóżku Nagato, wstał, podszedł do nich.
- Z kobietą nie umiesz sobie poradzić – jęknął ze znudzeniem. – Daj, przygotuję ci ją. A ty w tym czasie rozbierz tego chudzielca. Się położył jak kłoda, nie do ruszenia. Rozetnij mu ubranie.
Konan wrzasnęła z bezradnej wściekłości, zamachnęła się zdrową ręką, by go uderzyć, ale on jej nie pozwolił. Złapał ją za przedramię i pociągnął mocno, naciągając ścięgna. A potem przylał jej pięścią w twarz, aż uderzyła głową w ścianę. Poczuła paskudne chrupnięcie naruszonego zęba.
- Ty pokurwie… - jęknęła, kiedy tylko udało jej się złapać oddech. – Ty…
Nie skończyła. Znowu dostała w twarz, tym razem w nos. Kafar złapał ją za poranione przedramiona, skrzyżował je przed jej piersiami.
- Nie wyrywaj się – powiedział zimno, groteskowo uprzejmie. – Nie masz powodu.
Szarpnęła się po raz ostatni, ale on przycisnął mocniej jej ramiona. Zasyczała tylko, ze złości i z bólu.
Pewnie nie wyrywałaby się dłużej, gdyby nie zobaczyła ponad jego ramieniem, jak włamywacz klęczy nad Nagato. Nad jej ślicznym, bezbronnym Nagato.
A jej oprawca na pewno nie spodziewał się, że dziewczyna zdobędzie się na coś tak obrzydliwego.
Ugryzła go w twarz. Trzy razy ugryzła go w twarz, zębami rozszarpując mu nos, usta i kawał prawego policzka.
Wrzasnął z bólu, uderzył ją na oślep. Trafił, ale musiał puścić jej ręce.
Tej postrzelonej w ogóle nie czuła, ale ta z naciągniętym ścięgnem nie bolała jej wcale. Zamachnęła się, by potraktować go prawym sierpowym, ale on okazał się być szybszy.
Złapał ją za koszulę na piersiach i miotnął nią zamaszyście. Uderzyła w coś głową, nie miała pojęcia, w co. A potem poczuła, że wali plecami w coś twardego.
Rozległ się brzdęk tłuczonego szkła.
Konan dopiero po ułamku sekundy uświadomiła sobie, co się stało.
Upadła w błoto, które natychmiast zalało jej uszy i usta. Kaszląc, plując i klnąc na czym świat stoi, usiadła w głębokiej, mulistej kałuży, starając się trzymać postrzeloną rękę jak najdalej od brudu. Wstała z trudem, spojrzała w stronę okna.
Zanim zaczęła na dobre się zastanawiać, czy dałaby radę wspiąć się po ścianie, usłyszała przerażający, nieludzki wrzask.
- NAGATO! – wydarła się. – Zostawcie go, wy pokurwy!
Podskoczyła, stopą odbiła się od zewnętrznego parapetu okna z parteru, złapała się mokrej blachy sprzed okna do ich pokoju.
Krzyknęła krótko, czując rwanie w nadwyrężonej ręce. Puściła się i znów spadła w błoto, tym razem na nogi.
- Nagato! – wrzasnęła znów.
Dostała w głowę czymś twardym, aż ją zamroczyło. Zachwiała się. Aluminiowa menażka chlupnęła w błoto.
Konan pisnęła z bólu, złapała się za czoło. Cały czas słyszała okropne, pełne bólu i przerażenia wycie krzywdzonego chłopaka.
Nie zamierzała czekać, aż kafar i włamywacz postanowią ją obrzucić czymś cięższym. Obiegła zajazd, przypadła do drzwi. Były zamknięte.
- Kurwa twoja pierdolona mać! – ryknęła i kopnęła je z półobrotu.
Drzwi zaskrzypiały obiecująco, a kiedy dziewczyna poprawiła drugą nogą, wypadły z zawiasów.
Wbiegła do środka, przeskoczyła nad jednym ze śpiących na podłodze pijusów i popędziła na górę, nie mając pojęcia, co zrobi, jak już będzie na pięterku.
Stanęła u szczytu schodów, oparła się o poręcz, dysząc ciężko. Krzyk Nagato wibrował jej w uszach, aż nagle ucichł.
- Już nie żyjecie, skurwysyny – wysyczała.
Po raz pierwszy tego dnia poczuła, że po policzkach płyną jej łzy. Szarpnęła jedną z drewnianych sztachet, wyrwała ją z barierki i powoli ruszyła w stronę pokoju.
Tych drzwi nie musiała kopać. Uchyliła je lekko, zajrzała do środka. Poczuła, że zbiera się jej na wymioty.
Kafar klęczał nad Nagato, przygniatając jego kruche, drobne ciało swoim tłustym jestestwem. Poruszał się miarowo, sapiąc obrzydliwie.
Chłopak nie krzyczał już. Płakał tylko, a Konan poczuła się, jakby ktoś rozkroił jej serce na kilka kawałków.
Kopnęła w drzwi, otwierając je na oścież.
- Już nie żyjesz! – wrzasnęła, zamachując się sztachetą.
Włamywacz siedział na podłodze. Trzymał jej colta i obmacywał go swoimi sparszywiałymi, brudnymi paluchami.
Kiedy ją zobaczył, uśmiechnął się, podniósł rewolwer.
I strzelił.

2 komentarze:

  1. Nie znam kanonu, ale przeczytałam i BARDZO mi się podobało. Czytając czułam się jakbym była tuż obok bohaterów, po prostu przeżywałam wszystko razem z nimi. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O Boże...Boże, Boże, Boże, Boże Święty, Jezus Maria, czemu nie dorwałam się do tego wcześniej~!To jest takie wenotirenwtientilera~! Kanon dzielna, trzymała się nieźle, ale Nagato mi było strasznie szkoda, chociaż to ona ciągle obrywała iwg. Jakoś się zaraziłam od Kanon tą troską o Nagato~~ xD Ale to było już złośliwe z twojej strony,że ostatni nabój zmarnował się na Kanon, już myślałam,że go zastrzeli xDD

    OdpowiedzUsuń