niedziela, 13 stycznia 2013

O duszach



 Hej. Napisałam heta z prawdziwego zdarzenia i dziwnie mi z tym.
Wykorzystałam i sparafrazowałam fragmenty z piosenki "Deanna" Nicka Cave'a, ale jeśli chodzi o klimat, inspirowało mnie raczej coś w tym stylu.
Konan x Madara, raczej postapo. Za konstruktywną krytykę będę wdzięczna.
Miłego czytania, mroczni.



- A więc nie przyszedłeś po moje pieniądze ani po moją duszę.
Konan ze zblazowaniem postukiwała palcami o poplamiony, zniszczony blat stolika. Starała się ukryć zainteresowanie – ba, zaintrygowanie – ale wychodziło jej to bardzo kiepsko. Tym razem uznała jednak, że może sobie wybaczyć. Nie codziennie spotykała facetów z czystymi włosami. Z przeraźliwie gęstymi, sięgającymi do pasa, czystymi włosami. I z tęczówkami w kolorze owocu granatu, ale w sporze o bycie najbardziej zadziwiającą cechą czyste włosy biły czerwone oczy na głowę.
Madara zamrugał. Konan wiedziała, że nie zrozumiał, ale nie przypuszczała, żeby był typem faceta pytającego, o co tak właściwie chodzi.
Nie lubiła takich mężczyzn.
- Nie – odpowiedział w końcu Madara.
Konan uśmiechnęła się, rozbawiona.
- Oczywiście, pewnie masz swoje – zgodziła się. – O duszy powiesz to samo?
Nie czekając na odpowiedź, wstała i wychyliła się ponad stolikiem.
- Słyszałam o demonicach, wysysających dusze przez usta – powiedziała, uśmiechając się szerzej i zalotnie mrużąc oczy. - Jeśli kupisz mi jeszcze jednego winiacza…
On również się do niej nachylił, ale zaraz odwrócił głowę, spojrzał wymownie na stojącą za barem nieładną, płaską nastolatkę z włosami ufarbowanymi na intensywny róż. Nastolatka natychmiast odrzuciła na ladę myty właśnie kufel, sięgnęła po butelkę jakiegoś drogo wyglądającego alkoholu i niczym na skrzydłach przyfrunęła do nich, by postawić ją przed Madarą. Kiedy wracała za bar, cały czas wpatrywała się w niego jak w obrazek, przez co ciągle wpadała na któregoś z podchmielonych bywalców. Widocznie przez piętnaście czy szesnaście lat swojego życia ani razu nie widziała faceta z czystymi włosami.
Konan zerknęła na butelkę, mruknęła radośnie. Zaraz jednak wróciła do świdrowania wzrokiem siedzącego przed nią Madary.
- Dziękuję – powiedziała, uśmiechając się jeszcze szerzej. – Ty też umiesz wysysać dusze, co?
 Spojrzała na jego wargi. Oddałaby bardzo dużo, żeby wyssał z niej duszę, chociaż może niekoniecznie przez usta.
Wychyliła się jeszcze bardziej i pocałowała go lekko, po czym wstała, wzięła butelkę i ruszyła w stronę schodów, po drodze uśmiechając się do płaskiej nastolatki i jej przyjaciółki o nosie podobnym do świńskiego ryjka. Skłoniła się postawnej, biuściastej barmance, pani Tsunade, i mrugnęła do niej porozumiewawczo.
Kiedy stała już pod schodami, obróciła się, by spojrzeć na Madarę.
- Zanim pójdziemy na górę, muszę powiedzieć ci coś bardzo ważnego – mruknęła miękko, lekko dotykając jego dłoni.
- Słucham – odparł zimno. Cały czas patrzył na jej twarz, nie na dekolt i nie na odsłonięte łydki. Takich mężczyzn z kolei lubiła bardzo, ale zazwyczaj okazywało się, że oni nie lubią ani jej, ani kobiet w ogóle.
Zadarła głowę, uśmiechnęła się szeroko, ukazując kolczyk w wiązadełku.
- Nie przyszłam po twoje pieniądze.
* * *
- Ach… Ach.
- Lubię, kiedy kobieta jest rozmowna w łóżku – wydyszał Madara, przesuwając dłońmi po jej udach.
- Ach? – Konan skrzywiła się lekko, unosząc się i zaraz znów na niego opadając.
Od dawna nie miała mężczyzny. Odzwyczaiła się i teraz trochę ją bolało, ale mimo wszystko była zadowolona. Bardzo zadowolona.
- Wolałbyś, żebym opowiadała ci o swoich rozdwajających się końcówkach, zacinających się spluwach i innych kobiecych bzdurach? – zadrwiła, mocno opierając się dłońmi o jego tors. – Ach… Ouch. Jesteś cudowny. Nie szukasz może ochroniarza?
- To zależy, to wszystko zależy. Głównie od zakresu obowiązków ochroniarza.
Przesunął dłonie wyżej, przez jej pośladki i tył pleców.
- Zakres byłby szeroki – jęknęła Konan, odchylając się do tyłu i napinając wszystkie mięśnie. Madara złapał ją mocno za boki, a ona kontynuowała. – A płaciłbyś tylko w naturze, kotku. Aaaach… Ach! Mógłbyś jeszcze trochę?
- Nie, nie mógłbym – odparł cierpko Madara. – To ty na mnie siedzisz, więc to raczej ty byś mogła.
- Słusznie – zgodziła się.
Mocniej ścisnęła jego boki nogami i zaczęła unosić się i opadać szybkim, równym tempem.
- Zastanawia mnie… jedna rzecz – wyjęczała, odchylając się do tyłu. – Mmm… Madara?
- Tak?
Madara przesunął dłoń do przodu, pieszcząc przerażająco silne strefy erogenne na jej brzuchu, i lekko ścisnął jej pierś. Konan wzdrygnęła się, odgięła głowę do tyłu, ale zaraz nachyliła się nad nim i objęła go mocno.
- Jeśli będziesz mi płacił sobą za seks, to które z nas będzie dziwką? – wydyszała mu do ucha, wtulając nos w jego cudownie gęste, cudownie czarne i cudownie pachnące włosy.
- Oczywiście, że ty, Konan.
- Och, Madara, jesteś taki zabawny – szepnęła czule, drapiąc przydługimi paznokciami bok jego szyi. – Przecież mówiłam ci, że nie przyszłam po twoje pieniądze. Nie przyszłam po twoje pieniądze…
Madara nie uznał za stosowne odpowiadać. Wyciągnął szpilkę z koka kobiety, błękitne włosy rozsypały się na jej szczupłe plecy. Konan uśmiechnęła się triumfalnie i pocałowała go.
- I nie przyszłam po twoją miłość – szepnęła, kiedy w końcu zmusiła się do oderwania od niego ust. – Madara…?
- Tak?
- Jesteś najcudowniejszym mężczyzną, jakiego miałam. Aaach…
Zagryzła wargi, skrzywiła się, spazmatycznie poruszyła głową.
- I nie przyszłam po twoją miłość – powtórzyła. – Ani po twoje pieniądze.
Madara jęknął cicho, zduszenie. Konan uśmiechnęła się szerzej.
Jego dłonie zsunęły się z jej pleców.
Konan ugryzła go w szyję, mocno, bardzo mocno, chcąc stłumić wrzask.
A potem zeszła z Madary, przykucnęła za nim i przytuliła twarz do jego głowy.
- Przyszłam po twoją duszę – szepnęła mu do ucha, chociaż on już jej nie słyszał.
Przez moment wpatrywała się w strużkę szkarłatu, spływającą na podłogę po jego smukłym przedramieniu i szczupłej, silnej dłoni o długich palcach z niedużymi, ładnymi zgrubieniami na stawach. Płynąca krew bardzo pasowała do koloru jego oczu, wciąż ciemnoczerwonych, chociaż teraz już niewidzących. Konan wyciągnęła dłoń, żeby je zamknąć, ale w ostatniej chwili się rozmyśliła. Niech ten, kto go znajdzie, zdziwi się ich barwie.
 Podniosła swoją koszulkę, wytarła nią soki ze swoich ud. Przetarła nią też podłogę, chociaż wiedziała, że na wiele się to nie zda.
Założyła jego koszulę, czarną, elegancką. Nie powinno być widać na niej plam. W końcu, tuż przed zejściem na dół, ostrożnie, powoli wyciągnęła z rany w jego szyi zdobiony puginał.
Nacięła nim ramę i stwierdziła, że musi poprosić miłą panią Tsunade o nowe łóżko.
Na tym zaczynało się jej kończyć miejsce na nacięcia.

1 komentarz:

  1. No.. Zaskoczyło mnie to opowiadanie..
    ale to bardzo dobrze, że mnie zaskoczyło..
    Cudne po prostu..
    Aż patrzę na monitor i ledwo co mrugam.

    OdpowiedzUsuń