Hej. Napisałam heta z prawdziwego zdarzenia i dziwnie mi z tym.
Wykorzystałam i sparafrazowałam fragmenty z piosenki "Deanna" Nicka Cave'a, ale jeśli chodzi o klimat, inspirowało mnie raczej coś w tym stylu.
Konan x Madara, raczej postapo. Za konstruktywną krytykę będę wdzięczna.
Miłego czytania, mroczni.
- A więc nie przyszedłeś po moje pieniądze ani po moją
duszę.
Konan ze zblazowaniem postukiwała palcami o poplamiony,
zniszczony blat stolika. Starała się ukryć zainteresowanie – ba, zaintrygowanie
– ale wychodziło jej to bardzo kiepsko. Tym razem uznała jednak, że może sobie
wybaczyć. Nie codziennie spotykała facetów z czystymi włosami. Z przeraźliwie
gęstymi, sięgającymi do pasa, czystymi włosami. I z tęczówkami w kolorze owocu
granatu, ale w sporze o bycie najbardziej zadziwiającą cechą czyste włosy biły
czerwone oczy na głowę.
Madara zamrugał. Konan wiedziała, że nie zrozumiał, ale nie
przypuszczała, żeby był typem faceta pytającego, o co tak właściwie chodzi.
Nie lubiła takich mężczyzn.
- Nie – odpowiedział w końcu Madara.
Konan uśmiechnęła się, rozbawiona.
- Oczywiście, pewnie masz swoje – zgodziła się. – O duszy
powiesz to samo?
Nie czekając na odpowiedź, wstała i wychyliła się ponad
stolikiem.
- Słyszałam o demonicach, wysysających dusze przez usta –
powiedziała, uśmiechając się szerzej i zalotnie mrużąc oczy. - Jeśli kupisz mi
jeszcze jednego winiacza…
On również się do niej nachylił, ale zaraz odwrócił głowę,
spojrzał wymownie na stojącą za barem nieładną, płaską nastolatkę z włosami
ufarbowanymi na intensywny róż. Nastolatka natychmiast odrzuciła na ladę myty
właśnie kufel, sięgnęła po butelkę jakiegoś drogo wyglądającego alkoholu i
niczym na skrzydłach przyfrunęła do nich, by postawić ją przed Madarą. Kiedy
wracała za bar, cały czas wpatrywała się w niego jak w obrazek, przez co ciągle
wpadała na któregoś z podchmielonych bywalców. Widocznie przez piętnaście czy
szesnaście lat swojego życia ani razu nie widziała faceta z czystymi włosami.
Konan zerknęła na butelkę, mruknęła radośnie. Zaraz jednak
wróciła do świdrowania wzrokiem siedzącego przed nią Madary.
- Dziękuję – powiedziała, uśmiechając się jeszcze szerzej. –
Ty też umiesz wysysać dusze, co?
Spojrzała na jego wargi.
Oddałaby bardzo dużo, żeby wyssał z niej duszę, chociaż może niekoniecznie
przez usta.
Wychyliła się jeszcze bardziej i pocałowała go lekko, po
czym wstała, wzięła butelkę i ruszyła w stronę schodów, po drodze uśmiechając
się do płaskiej nastolatki i jej przyjaciółki o nosie podobnym do świńskiego
ryjka. Skłoniła się postawnej, biuściastej barmance, pani Tsunade, i mrugnęła
do niej porozumiewawczo.
Kiedy stała już pod schodami, obróciła się, by spojrzeć na
Madarę.
- Zanim pójdziemy na górę, muszę powiedzieć ci coś bardzo
ważnego – mruknęła miękko, lekko dotykając jego dłoni.
- Słucham – odparł zimno. Cały czas patrzył na jej twarz, nie
na dekolt i nie na odsłonięte łydki. Takich mężczyzn z kolei lubiła bardzo, ale
zazwyczaj okazywało się, że oni nie lubią ani jej, ani kobiet w ogóle.
Zadarła głowę, uśmiechnęła się szeroko, ukazując kolczyk w
wiązadełku.
- Nie przyszłam po twoje pieniądze.
* * *
- Ach… Ach.
- Lubię, kiedy kobieta jest rozmowna w łóżku – wydyszał
Madara, przesuwając dłońmi po jej udach.
- Ach? – Konan skrzywiła się lekko, unosząc się i zaraz znów
na niego opadając.
Od dawna nie miała mężczyzny. Odzwyczaiła się i teraz trochę
ją bolało, ale mimo wszystko była zadowolona. Bardzo zadowolona.
- Wolałbyś, żebym opowiadała ci o swoich rozdwajających się
końcówkach, zacinających się spluwach i innych kobiecych bzdurach? – zadrwiła,
mocno opierając się dłońmi o jego tors. – Ach… Ouch. Jesteś cudowny. Nie
szukasz może ochroniarza?
- To zależy, to wszystko zależy. Głównie od zakresu
obowiązków ochroniarza.
Przesunął dłonie wyżej, przez jej pośladki i tył pleców.
- Zakres byłby szeroki – jęknęła Konan, odchylając się do
tyłu i napinając wszystkie mięśnie. Madara złapał ją mocno za boki, a ona
kontynuowała. – A płaciłbyś tylko w naturze, kotku. Aaaach… Ach! Mógłbyś
jeszcze trochę?
- Nie, nie mógłbym – odparł cierpko Madara. – To ty na mnie
siedzisz, więc to raczej ty byś mogła.
- Słusznie – zgodziła się.
Mocniej ścisnęła jego boki nogami i zaczęła unosić się i
opadać szybkim, równym tempem.
- Zastanawia mnie… jedna rzecz – wyjęczała, odchylając się
do tyłu. – Mmm… Madara?
- Tak?
Madara przesunął dłoń do przodu, pieszcząc przerażająco
silne strefy erogenne na jej brzuchu, i lekko ścisnął jej pierś. Konan wzdrygnęła
się, odgięła głowę do tyłu, ale zaraz nachyliła się nad nim i objęła go mocno.
- Jeśli będziesz mi płacił sobą za seks, to które z nas
będzie dziwką? – wydyszała mu do ucha, wtulając nos w jego cudownie gęste,
cudownie czarne i cudownie pachnące włosy.
- Oczywiście, że ty, Konan.
- Och, Madara, jesteś taki zabawny – szepnęła czule, drapiąc
przydługimi paznokciami bok jego szyi. – Przecież mówiłam ci, że nie przyszłam
po twoje pieniądze. Nie przyszłam po twoje pieniądze…
Madara nie uznał za stosowne odpowiadać. Wyciągnął szpilkę z
koka kobiety, błękitne włosy rozsypały się na jej szczupłe plecy. Konan
uśmiechnęła się triumfalnie i pocałowała go.
- I nie przyszłam po twoją miłość – szepnęła, kiedy w końcu
zmusiła się do oderwania od niego ust. – Madara…?
- Tak?
- Jesteś najcudowniejszym mężczyzną, jakiego miałam. Aaach…
Zagryzła wargi, skrzywiła się, spazmatycznie poruszyła
głową.
- I nie przyszłam po twoją miłość – powtórzyła. – Ani po
twoje pieniądze.
Madara jęknął cicho, zduszenie. Konan uśmiechnęła się
szerzej.
Jego dłonie zsunęły się z jej pleców.
Konan ugryzła go w szyję, mocno, bardzo mocno, chcąc stłumić
wrzask.
A potem zeszła z Madary, przykucnęła za nim i przytuliła
twarz do jego głowy.
- Przyszłam po twoją duszę – szepnęła mu do ucha, chociaż on
już jej nie słyszał.
Przez moment wpatrywała się w strużkę szkarłatu, spływającą
na podłogę po jego smukłym przedramieniu i szczupłej, silnej dłoni o długich
palcach z niedużymi, ładnymi zgrubieniami na stawach. Płynąca krew bardzo
pasowała do koloru jego oczu, wciąż ciemnoczerwonych, chociaż teraz już
niewidzących. Konan wyciągnęła dłoń, żeby je zamknąć, ale w ostatniej chwili
się rozmyśliła. Niech ten, kto go znajdzie, zdziwi się ich barwie.
Podniosła swoją
koszulkę, wytarła nią soki ze swoich ud. Przetarła nią też podłogę, chociaż
wiedziała, że na wiele się to nie zda.
Założyła jego koszulę, czarną, elegancką. Nie powinno być
widać na niej plam. W końcu, tuż przed zejściem na dół, ostrożnie, powoli
wyciągnęła z rany w jego szyi zdobiony puginał.
Nacięła nim ramę i stwierdziła, że musi poprosić miłą panią
Tsunade o nowe łóżko.
Na tym zaczynało się jej kończyć miejsce na nacięcia.
No.. Zaskoczyło mnie to opowiadanie..
OdpowiedzUsuńale to bardzo dobrze, że mnie zaskoczyło..
Cudne po prostu..
Aż patrzę na monitor i ledwo co mrugam.